Myśli i fotki moje.

25. Brzęczek.

W piątek rano coś brzęczało mi zadziornie za plecami,ale ile razy obejrzałam się,żeby to coś zlokalizować i uwolnić z mieszkania,przestawało brzęczeć.

I tak chyba przez pół godziny.

Kiedy wychodziłam do pracy jeszcze zabrzęczało,ale już tak rozpaczliwie.Wróciłam do okien,obejrzałam i dalej nic.Ukryło się.

Wieczorem ,po powrocie, była cisza.

Potem przyjechała Żaba, bardziej spostrzegawcza niż ja i za chwilę usłyszałam "mamoooooo,chodź tutaj szybko!".Pokazała mi dużego trzmiela,leżącego bezwładnie na parapecie.

"Nie żyje?" zapytało ze smutkiem moje empatyczne Żabiątko.

Wzięłam trzmiela na kartkę (jednak zasada ograniczonego zaufania obowiązuje...:),poruszył nóżkami.Wyniosłam na balkon.Żaba podlała kwiatki a ja przełożyłam stworka na bratki.

Biedne,umęczone,chwyciło się rozpaczliwie roślinki,za chwilę ożyło trochę,przetarło czułka i umościło w bratku.

Tak dotrwało do późnego wieczora,rano już go nie było.

Mam nadzieję,że lata gdzieś sobie i zapyla...;)