Myśli i fotki moje.

23.Sezon rowerowy

uważam za otwarty !

Do domu dotarłam przed szóstą.

No i co?

Słońca tyle,aż żal do środka wchodzić,na balkonie za ciasno,ciepło kusi,jeść się nie chce...Nosi człowieka,cholercia,jak to wiosną.

Jedyne wyjście to wytargać z piwnicy rower.Na rozładowanie napięcia,na nadmiar energii,na przygrube uda,obwisłe pośladki , zły chumor i wiele innych "dolegliwości" rower jest idealny.

Szmatką ciiff,ciiff...wyszorowana rama pięknie lśni.

Palcami diinng,diinnngg...ooooo,opony mięciuteńkie,daleko nie zajedziesz,co tam,nigdzie,babo nie zajedziesz...

Wzięłam rower "za kark", bo tak się najlepiej prowadzi,i podreptałam do najbliższej stacji benzynowej.Tak.Nauczyłam się używać tego czegoś do nadmuchiwania kół.Nie,żeby od razu opony samochodowe,ale z rowerowymi idzie mi już całkiem,całkiem.

Na niebieskiej, sprężynkowatej rurce było takie małe,brudne,metalowe.Nałożyłam na wentylek,usłyszałam głośne "sssssssssssssss" i przednie koło zmiękło całkowicie.A ja dopiero spostrzegłam,że czegoś tutaj brakuje.Takiego dzyngla do wpychania powietrza do środka.Naciska się i leci do koła,a nie zzzz...Kurrczę...zepsuła łachudra jakaś...Szlag,a nogi aż mi się rwały do pedałowania :(

Na szczęście za stacją jest warsztat wulkanizacyjny.Miły pan napompował,jak trzeba i pomknęłam...Nad rzeką wielu takich jak ja,rowery i ludzie.Ludzie z rowerami.Miłe popołudnie.Pomimo tego,że siadłam sobie na kamieniu i "zaprzyjaźniłam" z mrówkami.Dowody przyjaźni swędzą mnie teraz nad kostką i na łydce :) A,swoją drogą,jakieś wielkie te mrówki były,znowu jakaś chińska podróbka??...

W drodze powrotnej samochody "bzykały" koło mnie,niektóre baaardzo blisko,za blisko.Zastanawiam się czasem jaką przyjemność mają niektórzy kierowcy,kiedy "spychają" rowerzystę na pobocze.Albo piesi,którzy uparcie udają,że nie widzą nadjeżdżającego.Najgorsze,że przez chwilę nie pamietałam,gdzie mam dzwonek:) Ale szybko się ocknęłam i drrrriiing,drringgg, zagrało dźwięcznie.Dwie panie z pieskiem nie musiały przecież zajmować CAŁEJ szerokości chodnika.Spojrzały zeźlone.Ludzie,a wystarczy tylko żyć niezłośliwie i pozwolić na to innym...Szkoda,że tak mało ścieżek rowerowych.Ale nawet te,które są wykorzystują piesi.Do spacerowania...Pamiętam "święte oburzenie"grupy wędrującej wzdłuż Dunajca,w drodze ze Szczawnicy w stronę Sokolicy.Jest tam pięknie oznakowana ścieżka rowerowa i dwa razy tyle zwykłego chodnika.Grupa uparcie trzymała się ścieżki rowerowej właśnie.Złością reagowali na uwagi rowerzystów,którzy musieli zjeżdżać na chodnik.I nadal uparcie kroczyli różową ścieżką...

A w niedzielę wiosenny szał.

W moich ulubionych krzakach znalazłam mnóstwo zawilców a na łące wiele małych,żółtych motylków.Cytrynki.Słońce tak się odbijało od ich skrzydełek,że musiałam mocno przyciemnić fotkę,żeby jako tako wyglądała.

 

resztki zimy w zakamarku nad rzeką

i zawilce,opanowały prawie całe miejsca między drzewami

 

 

 

 

Może to jeszcze nie pora,ale mam wrażenie,że kilka lat wstecz jakoś więcej było kolorowych ,wiosennych kwiatków.

Fiołki gdzieś poznikały na dobre,"kurze stopki",takie delikatnie żółte, w małych ilościach odnajduję.Dobrze,że w ogrodzie będzie wybór.

:)